Zacznę od tego, że nienawidzę jeść na mieście.
tona oleju + tona soli + tona chemi = niestrawność
Nie trawię knajp, restauracji i barów, w przenośni i dosłownie.
Lubię wiedzieć co jem, w jakich warunkach było to przygotowane i jakie produkty zostały do gotowania użyte. Kocham jedzenie przygotowane z miłością. Gotując zwracam uwagę na szczegóły. Dokładnie wszystko myję, sprawdzam i usuwam części niesmaczne. Dzięki temu, nigdy nie natknę się na skorupkę z jajka, włosa, czy szypułkę pomidora.
Dla mnie przygotowywanie posiłków, zaczyna się już w sklepie. Musimy wybrać najlepsze dla nas produkty. Każdy ma swoje ulubione warzywa, owoce, sery, przyprawy czy keczup. Każdy z łatwością wskaże co lubi, a czego nie. Dodatkowo warto patrzeć na skład, chociaż przyznam się bez bicia, kieruję się głównie smakiem.
Kolejną sprawą jest przechowywanie. Jedzenie się psuje. Nigdy nie mamy pewności, że coś jest świeże, dopóki sami tego nie sprawdzimy. W knajpach, barach i restauracjach kucharze wiedzą jak zakamuflować to, czego mamy nie widzieć. Dlatego na mieście jem bardzo rzadko. Wiadomo, że czasem człowiek rzuci się na czizburgera z maka, albo pizzę z dostawą do domu i nic na to nie poradzi, ale na co dzień - gotuję sobie do smaku.
Jest jednak jeden problem jeśli chodzi o moje gotowanie. Jak wracam głodna do domu, moje opcje ograniczają się do spagetti i schabowego. Nie wiem co to za mechanizm, ale w takich momentach moja wyobraźnia znika zupełnie. Inaczej jest jak siedzę sobie i się nudzę, wtedy do głowy przychodzi mi milion pomysłów na posiłki.
Dlatego właśnie powstał ten blog. W chwilach przypływu wyobraźni, czy też po udanym gotowaniu, postaram się wrzucać tu potrawy, które umiem przyrządzić, żeby w momentach słabości mieć z czego ściągać.
Jeśli macie podobny problem, zapraszam do gotowania.
Jeśli macie własne pomysły i przepisy, zapraszam do podzielenia się nimi.
Pozdrawiam,
Kotoryba.